Mówiłam wiele o uczciwości i moralności, o szczerości i zaufaniu. Krytykowałam kłamstwo i zdradę, byłam ich największym przeciwnikiem. Dzisiaj mam takie same poglądy jak wtedy, jednak teraz to ja postępuję wbrew zasadom, które kiedyś tworzyły mój światopogląd i sposób w jaki chcę żyć w obłudnym świecie.
Tak się składa, że teraz powoli dociera do mnie, że i ja stałam się elementem układanki, która tworzy zepsute i fałszywe środowisko.
Jedno jest pewne, szanuję swoich przyjaciół, jest ich garstka, ale są najważniejsi. Myślę, że nieustannie ponoszę klęskę w relacjach z mężczyznami, gdyż nie da się zbudować niczego trwałego na fałszywym fundamencie, którym nie jest ogromna chęć bycia z kimś, lecz strach prze samotnością. Strach wyklucza, dlatego nie boję się walczyć, czy angażować, jednak traktuje miłość przedmiotowo, próbuję mieć ja na siłę - w ten sposób ranię.
Uświadomiłam sobie, że wcale nie jestem lepsza niż Ty, a biorąc pod uwagę to jak nisko Cię cenię, sądzę, że dotknęłam dna. Stałam się człowiekiem niegodnym szacunku, nie godnym czyichś uczuć, ponieważ i ja nie szanuję cudzych. Trudno przyznać się sama przed sobą, ale wiem, że nic już nie wzbudza we mnie żadnych emocji. Takiej nieprzeniknionej pustki nie da się zapełnić.
wtorek, 7 maja 2013
czwartek, 2 maja 2013
Też czasem tak masz? Siadasz wieczorem, w ciemnym pokoju,
łzy napływają Ci do oczu, sama nie wiesz dlaczego. Nie masz konkretnego powodu
żeby to wyjaśnić, albo masz ich zbyt wiele, małych niepozbieranych. Towarzyszy
ci głęboka samotność.
Zdarzają się dni, w których radość przepełnia ci serce, czujesz, że teraz już nic się nie zepsuje, że tym razem coś ci się uda.. A jednak. Pisana Ci samotność, ból i cierpienie, podczas gdy twoi przyjaciele są w tych cholernych szczęśliwych związkach, przychodzi wieczór, a ty jesteś sama. Jego nie ma. Rozglądasz się po pokoju, pamiętasz jak razem tutaj siedzieliście. Maskotka w kącie przypomina Ci jakim był wariatem, wspólne zdjęcia o tym jaki był czuły, troskliwy, jaki IDEALNY.
Teraz przytula ją, trzyma za rękę patrzy głęboko w oczy i mówi te same bzdury o wielkiej miłości i nieopisanej wyjątkowości. Świadomość tego jak bardzo się myliłam nie pomaga, ogólnie świadomość niszczy.
Zdarzają się dni, w których radość przepełnia ci serce, czujesz, że teraz już nic się nie zepsuje, że tym razem coś ci się uda.. A jednak. Pisana Ci samotność, ból i cierpienie, podczas gdy twoi przyjaciele są w tych cholernych szczęśliwych związkach, przychodzi wieczór, a ty jesteś sama. Jego nie ma. Rozglądasz się po pokoju, pamiętasz jak razem tutaj siedzieliście. Maskotka w kącie przypomina Ci jakim był wariatem, wspólne zdjęcia o tym jaki był czuły, troskliwy, jaki IDEALNY.
Teraz przytula ją, trzyma za rękę patrzy głęboko w oczy i mówi te same bzdury o wielkiej miłości i nieopisanej wyjątkowości. Świadomość tego jak bardzo się myliłam nie pomaga, ogólnie świadomość niszczy.
Snuję tutaj moją własną teorię. Lepiej być głupcem z klapkami na oczach i pędzić co tchu przed siebie nie zważając na nic. To niekoniecznie świadczy o nas źle, może to właśnie najdojrzalsza postawa, czy też jak najbardziej protekcyjna. BEZPIECZNIE, stabilnie, pewnie- NAJLEPIEJ.
Subskrybuj:
Posty (Atom)